Paryż w maju - zdjęcia z Paryża
Więcej zdjęć z Paryża mojego autorstwa > link
Gdy Polska tonęła w potokach deszczu - Paryż powitał nas słońcem, a z każdym dniem temperatura podnosiła się o kilka stopni. To mój pierwszy pobyt w Paryżu. Czy zdjęcia oddają jego charakter - poznany w ciągu kilku zaledwie dni?
Jak każda wielka aglomeracja - nie jest miastem idealnym. W sposób niemal przekorny mogę napisać, że nie przepadam za dużymi miastami. Spokój średniowiecznych zaułków Ferrary bliższy jest mojej duszy. Ale Paryż to wyzwanie - przerasta Rzym zarówno obszarem jaki i stopniem skomplikowania sieci metra i kolejki RER. Znaczną część rozmów prowadzi się z automatami - począwszy od biletów do metra, a skończywszy na powrotnych biletach na samolot. W Rzymie czynnik ludzki jest bardziej zauważalny. Francuzi są uprzejmi, ale ich czas nam poświęcony szybko się kończy. Jakkolwiek powierzchowne było by zainteresowanie Włochów - jest ono bardziej serdeczne i trwa znacznie dłużej.
Jednak - jak mi się wydaje - to Francja wyznacza kierunki. Włosi - w swym umiłowaniu życia - zbyt często chcieliby odcinać kupony od poprzednich pokoleń. Paryż - mimo wielu set lat swej historii - wygląda na miasto młode. Jakby burzono całe kwartały miasta by zaznaczyć nowe trendy i tendencje. Bez sentymentu. W Rzymie wszystko przeplata się i ten kontrast form oddających ducha rozmaitych epok jest niezwykle malowniczy, ale niekiedy i przypadkowy. Paryż nie pozwala sobie na tę przypadkowość.
W trudnej dziś sytuacji gospodarczej Europy - sądzę, że Francuzi znacznie lepiej sobie poradzą niż Włosi. Myślę, że potrafią się bardziej zatracić w pracy, ale też i potrafią po pracy się "zresetować". Zwłaszcza widoczne jest to w weekendy - gdy zajmują każdy skrawek przestrzeni nad brzegami Sekwany, a wino leje się strumieniami.
Podejście Włochów jest bardziej "slow" - jak i termin, który podbił świat - slow food. W mojej opini tak żyć powinniśmy, ale też nie mam złudzeń - trzymanie ręki na pulsie i dynamika - to bardziej uniwersalna na dzień dzisiejszy postawa.
Czy Paryż mnie zachwycił? Tak - przy umiejętności, którą nazwałem wyabstrahowaniem. To jak w kinie - oglądamy świetny film, a ktoś za nami chrupie popcorn i głupio komentuje. Zamiast cieszyć się filmem skupiamy na złości, że ktoś nam przeszkadza. Zbyt często oczekujemy idealnych warunków na spełnienie.
Tak i z Paryżem i każdym miastem, które setki lat temu przekroczyło granice populacji o wiele za bardzo - by nazwać je jeszcze przyjaznym. Skupiając się na jego dynamice, dając się wciągnąć w codzienny wir i odkrywając na każdym kroku kamienie milowe, które budowały kulturę Europy - zachwycił mnie. Dziś - w dobie czasów globalnych odkrywam tę pozytywną część historii Europy, która wydała na świat tak znakomitych artystów, tak wiekopomne dzieła. I tego właśnie chciałem doświadczyć - otrzeć się o symbole - wieża Eiffla, Mona Lisa, Notre Dame i wiele innych. I mimo, że preferuję choćby wieże Bolonii, inne dzieła Leonarda, a z katedr zachwycam się choćby tą zbudowaną w Cortonie czy Parmie - to jednak obcowanie z symbolami - było istotą tego spotkania.
To tylko moje impresje. Jak wschód slońca malowany przez Moneta - pomarańczowa kula i niewyrażne sylwety. Obraz to powierzchowny - ale subiektywnie - myślę, że cokolwiek ślizga się po istocie sprawy.