BURANO czyli koronkowa wyspa.
Jest tak blisko Wenecji. Statki przybijają do niej dość często, ale nie wylewają się z nich tłumy. Tam można odpocząć od zgiełku.
Nie jest to miniaturka Wenecji. Co prawda wyspa jest poprzecinana kanałami, ale zabudowa i architektura są zupełnie inne. Kanały to właściwie wodne drogi dojazdowe do domów, dla zaopatrzenia sklepów, czy też parking dla motorówek. Budynki to nie pałace, a domki, z reguły nie wyższe niż jedno-dwupiętrowe. Bajecznie kolorowe, czasem na granicy kiczu.
Ponieważ zabudowa jest niska, więc nie przytłacza, pozwala oddychać, daje większą perspektywę widzenia. Obiektów przypominających pałac (a raczej pałacyk) naliczyłem zaledwie kilka.
Burano słynie z koronek. Obrusy, serwety, coś do ubrania dla dam; wszystko to pięknie wyeksponowane, często na stolikach i stojakach przed sklepem. W znacznej części drogie i wykwintne.
Można przechadzać się wśród kolorowych domków i podziwiać te koronki. Gdy nic nas nie pogania, a lekka bryza z laguny owiewa i chłodzi, można zaznać prawdziwego, takiego trochę prowincjonalnego spokoju. Może ten spokój to iluzja, skutek niesamowitego kontrastu w odniesieniu do zgiełku Placu św. Marka? Pozostawiam to Państwa osądowi, o ile w tych paru słowach i zdjęciach uda mi się kogoś zachęcić do odwiedzenia Burano. |