Burano – wyspa koronek i kolorowych domów
Bardzo lubię wyspy Laguny Weneckiej. Warto z pewnością poświęcić im niezależną wyprawę. Dla mnie są także miłą odskocznią od tłumów Wenecji w czasie trochę dłuższego pobytu w centrum Serenissimy.
Nawet jeśli turystyczny zgiełk nam nie przeszkadza, albo potrafimy znaleźć spokojne, urocze zaułki Wenecji, co wbrew pozorom nie jest trudne - to i tak warto wybrać się na wysepki Laguny Weneckiej. Poznanie ich da nam głębszy obraz Serenissimy, dowiemy się dużo o historii, zwyczajach, tradycjach kulinarnych, świetnie wypoczniemy w spokojnym, sielankowym klimacie wysp. Wybór jest wielki: gdy nie mamy wiele czasu, to zaledwie o „krok” od Placu San Marco mamy urocze wysepki Giudecca czy San Giorgio Maggiore, ciut dalej leży San Michele czy - trochę według mnie przereklamowane - Murano. Możliwości jest naprawdę wiele, nawet jeśli ograniczymy się tylko do podróżowania na wyspy za pomocą vaporetti - weneckich tramwajów wodnych. Z tych bardziej odległych wysepek, ja szczególną sympatią darzę Burano, Torcello i San Lazzaro degli Armeni.
Kilka prezentowanych obecnie ujęć z Burano ...
... pozwali Państwu posmakować nieco klimatu tej sielankowej wysepki, zamarzyć o poznaniu jej bądź też o ponownym odwiedzeniu. Gdy wypłyniemy z Wenecji w kierunku Murano, mijamy najpierw wyspę - cmentarz San Michele. Pełni ona rolę weneckiego cmentarza od początku XIX wieku. Gdy poświęcamy cały dzień na wyprawę do Burano, możemy pokusić się też na mały przystanek na tej wyspie, żeby odwiedzić na przykład grób Igora Strawińskiego.
Gdy tylko miniemy - podróżując wciąż vaporetto – kościół San Michele in Isola, ujrzymy panoramę Murano, wysepki znanej z produkcji szkła. Kontynuując podróż, dotrzemy w końcu do naszego celu, do Burano. Powitają nas jaskrawe kolory domów. Obecnie mieszkańcy Burano cieszą się z całkowitej swobody co do koloru, na który pomalować mogą swój dom. W końcu to właśnie te kolorowe domy tworzą styl tej wyspy. Tutaj, chroniąc architekturę i wygląd miasteczka, można byłoby tylko zakazać malować w sposób monotonny.
Skąd się wzięła w Burano tradycja malowania domu przez każdego mieszkańca na inny, jaskrawy kolor?
Na wyspie zawsze mieszkało wielu rybaków; według legendy rybacy chcieli widzieć swój dom nawet z bardzo daleka w czasie długich połowów z wodnych przestworzy. Dlaczego tak lubię Burano? Za jego niezwykłą malowniczość i bezpretensjonalność. Za sielankowy spokój, za rzadkie w dzisiejszym świecie chwile wyciszenia. Kolorowe domki odbijające się w wodach kanałów. Śmiech kobiet dziergających przed domami słynne koronki z Burano. Dzieci grające w piłkę na placykach nad kanałami, powracający rybacy, koty wylegujące się w słońcu, powiewy bryzy, zapachy dochodzące z trattorii. Wszystko to buduje sielankowy spokój wyspy, wyglądającej bardziej jak obraz romantycznego artysty niż świat realny. Czujemy, że znaleźliśmy ziemski raj. I jeszcze mamy to poczucie, że gdy tylko sielankowy spokój nas zmęczy czy przestraszymy się izolacji wyspy, z łatwością wrócimy do centrum Laguny, do Wenecji. Jeśli musimy, czy też chcemy powrócić na noc do Wenecji, szczególnie polecam wypłynięcie z Burano na około godzinę przed zachodem słońca. Wtedy na horyzoncie będzie nas witała wspaniała panorama w kolorach zachodzącego słońca niezwykłego miasta na Lagunie, aż w końcu będą widoczne tylko kontury strzelistych wież kościelnych na tle pomarańczowo - złotej łuny zachodu.