CORTONA - muszę ją zobaczyć jeszcze raz.
Być w Toskanii i nie widzieć Cortony? Bywa i tak. Czasem po prostu zabraknie czasu. W tym regionie jest tyle miejsc do zobaczenia, tyle krajobrazów do podziwiania, tyle ... wszystkiego.
Więc nie zobaczyłem wtedy Cortony i nie wiedziałem, kiedy znów tam się wybiorę.
Cortona nie jest prezentowana na pierwszym miejscu w przewodnikach turystycznych po Toskanii; raczej bliżej końca. Jak przeczytałem, jest małym, średniowiecznym miastem, zabytkowym - ale zabytki te nie są ogólnie znane. Kolega z pracy miał okazję ją zwiedzić, mówił, że warto.
Nie potrafię powiedzieć, co akurat tam mnie ciągnęło. Ale w trakcie pobytu w Umbrii i Marche w sierpniu tego roku zapadło postanowienie - musimy ją zobaczyć. To w końcu tylko 130 km od miejsca naszego pobytu.
Pojechaliśmy do Cortony prosto po zwiedzeniu Asyżu; dość późnym popołudniem, trochę zmęczeni. Dotarliśmy pod wieczór, około piątej. Miasto otoczone starymi murami, dookoła nich parkingi, zapchane „po uszy” samochodami, ale zwiedzających „na oko” nie tak dużo. Weszliśmy przez jedną z bram, idziemy dość pustą uliczką, niestety pod górę i co? Miasteczko jak miasteczko, pełno takich we Włoszech. Jeszcze nie zniechęceni, ale nieco zaniepokojeni, że może nie było warto, idziemy dalej. Ludzi trochę przybywa; pojawiają się małe sklepiki z antykami. W końcu otwiera się przed nami Piazza della Republica i… natychmiast zniechęcenie mija. Wspaniałe, ciepłe światło zachodzącego słońca opiera się na ścianach starych budynków, słychać sympatyczny dla ucha gwar (nie hałas), zapach kawy dodatkowo pobudza …
Koniecznie proszę wypić spokojnie kawę przy Piazza della Republica, rozglądać się powoli dokoła, przypatrywać ludziom, wyławiać wszystko, co ciekawe. Potem przejść się przez Via Nazionale, główną ulicę Cortony, oglądając kolorowe wystawy sklepików, wdychając wspaniałe zapachy potraw z mijanych restauracji, wpatrując się w nienaturalnie ciasne, puste i ciche przecznice, chwilami przeciskając się przez gwarny, sympatyczny tłumek. W Cortonie to nie nuży, nie denerwuje. A potem z Piazza Garibaldi, wąskimi, pustymi uliczkami dalej w górę, raz w lewo, raz w prawo, aż cyprysowa alejka doprowadzi nas do kościoła Santa Margherita (patronki miasta) i Fortezza Medicea (wiem, że z tej fortecy jest wspaniały widok na Jezioro Trazymeńskie, niestety zabrakło mi czasu, by znaleźć to miejsce).
Wracając warto posuwać się mniej więcej równolegle w stosunku do przebytej trasy „w górę”, w kierunku Piazza Signorelli i Duomo. Plac o tej porze jest już w głębokim cieniu, co może trochę tłumi jego koloryt, ale za to tworzy specyficzny nastrój. Natomiast okolice Duomo są wręcz skąpane w świetle zachodzącego słońca.
I tyle tylko udało nam się zobaczyć w Cortonie. Tyle, czyli niewiele. Przyjazd do tego miasta raptem na 2-3 godziny powoduje uczucie niespełnienia: zbyt szybko zwiedzałem, w tak wielu miejscach nie byłem, wiele z nich po prostu przeoczyłem, zrobiłem tak mało zdjęć i to nienajlepszych, strzelanych w biegu …
Wniosek jest prosty: trzeba na Cortonę poświęcić znacznie więcej czasu i - jeżeli będzie mi dane – pojadę tam jeszcze raz. Teraz już wiem, że warto.
Mam nadzieję, że te kilka słów i zdjęć będą przyczynkiem do dokładniejszego opisania tego miejsca słowem i obrazem - na pewno ktoś z Państwa spędził tam więcej czasu i może szerzej i barwniej o tym opowiedzieć.