
Glorenza - perełka doliny Val Venosta w Tyrolu Południowym.
Glorenza - prawdopodobnie najmniejsze miasto tego regionu, liczące zaledwie około 850 mieszkańców. Położone na równinie, u stóp Alp Ortlerskich, już z dość daleka jest widoczne dla przybywających od przełęczy Passo Resia.
link do galerii fotografii >>
z newslettera ...
(zapraszamy do zapisywania się na listę odbioróców dobrych wiadomości z Włoch)
Są miasta we Włoszech, któych nazwa jest znana większości społeczeństwa. Są miasteczka, które zrobiły turystyczną furorę i w końcu mamy te perełki, które leżą na poboczu turystycznych szlaków mając za sobą również burzliwą i wielowiekową historię.
Dziś w zakładce SUBIEKTYWNIE witamy kolejną osobę, która dzieli się z nami swymi zbiorami z podróży. Zdjęcia pochodzą z regionu będącego przez wieki pograniczem dwóch swiatów - bo jak inaczej można by określić część włosko i część niemiecko języczną. A więc Glorenza - gdzie to jest? [link]
Jarosław Fiderek
ps.
Zapraszam również do nieco inaczej zorganizowanej części STOLICE REGIONÓW. Dzięki funkcjonalnej - interaktywnej mapce łatwo odnaleźć stolicę danego regionu wraz z opisem, często i z galerią zdjęć [link]
Jeśli dysponujecie Państwo jakimiś inforamacjami na temat przedstawionych miast - można tę wiedzę podłączyć poprzez formularz (+dodaj informację lub opinię)
Dzięki tej nowej funkcjonalności pojawiła się pierwsza polemika, której tematem koronnym jest "czy Sardynia to tylko atrakcyjne wybrzeże?" [zobacz] z a p r a s z a m y
GLORENZA
Miasteczko otoczone dobrze zachowanymi murami, z kilkoma bramami wjazdowymi. W obrębie murów ciężko znaleźć jakiś dom nie mający co najmniej kilkuset lat (prawa miejskie Glorenza uzyskała na przełomie XIII i XIV wieku). Spacer starymi uliczkami jest dużą przyjemnością, gdyż po pierwsze - nie ma tutaj tłumu turystów, a po drugie - nie trzeba się spieszyć, na zwiedzenie całego miasteczka wystarczą 3 godziny.
Nastrój bardziej austriacki niż włoski – króluje język niemiecki, gdyż te tereny zostały przyłączone do Włoch po I wojnie światowej i dotychczas zachowują swoją odrębność kulturową i pewną autonomię. W przeciwieństwie do miasteczek austriackiej części Tyrolu, tutejsze miejscowości nie są tak „nieskazitelne”, ale to chyba dobrze. Ma się poczucie większego luzu, a włoskie słońce (bo na pewno nie austriackie) wydobywa kolory nawet z nieco przyblakłych elewacji starych kamieniczek.
Trudno też nie wspomnieć o najbliższym otoczeniu Glorenzy; mnóstwo ukwieconych krzewów i jabłoni.
Zachęcam do odwiedzenia.